Jezus na śmierć skazany 

Z Ewangelii św. Łukasza 

"Teraz całe ich zgromadzenie powstało i poprowadzili go przed Piłata. Tam zaczęli oskarżać Go: Stwierdziliśmy, że Ten człowiek podburza naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza Króla.”

Jezu, spotykamy się dzisiaj na nabożeństwie drogi krzyżowej. Zanim na nią wyruszyłeś, zostałeś ubiczowany słowem fałszu, niewdzięczności i obojętności. Jesteśmy świadomi, że zaplanowane oskarżenia względem Ciebie, którymi byłeś obrzucony i opluty przed Piłatem, nie są tylko historią. Niejednokrotnie- świadomie lub nie- jesteśmy świadkami i uczestnikami w podobnych sytuacjach. 

A ty Panie powiedziałeś ,,wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” albo ,,Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem” - nie ma wśród nas takich. Ale stajemy przed Tobą, jako zgromadzenie ludzi wiary, wyznając, że ty jesteś Mesjasz i Król. 

Jezu, przyjmij naszą obecność i skupienie podczas rozważaniu kolejnych stacji drogi krzyżowej. Spraw o Panie, by to spotkanie z Tobą było dla nas prawdziwą lekcją miłości, która przezwycięża zapędy do oskarżania i osądzania Ciebie w drugim człowieku.

Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Widzę jak idziesz do mnie Panie zakrwawiony i pobity… nie mogę wykonać żadnego ruchu... tak bardzo chciałabym pomóc.. otrzeć twarz i podać choć trochę wody... chce rozpędzić ten głośny tłum... chcę wyrwać Cię z rąk żołnierzy... ale zupełnie nie mogę się ruszyć… podchodzisz do mnie i czuję, że ktoś wkłada mnie na Twoje ramiona i przywiązuje nas do siebie sznurem… a potem zmusza Cię do powstania.

Czuje że cały drżysz pod moim ciężarem… ale idziesz... powoli i uparcie niesiesz mnie na swoich ramionach...

Jest mi okropnie wstyd… tak bardzo chciałam… zrobić coś dla Ciebie... a tymczasem jestem kolejnym źródłem cierpienia… próbuję przytulić się do Twojego ramienia, bo tak bardzo zależy mi żebyś wiedział że nie jesteś sam... że ja Cię widzę… i że jestem blisko … wtedy na Twoim ramieniu powstaje świeża głęboka rana... jestem przerażona… ale Ty trzymasz mnie bardzo mocno…

Przepraszam Jezu… przepraszam, że jestem ciągle szorstka i ciężka .. przepraszam, że ciągle Cię ranie… przepraszam Jezu za każdy kilogram mojej złości, który teraz musisz dźwigać… przepraszam, że nie potrafię być nikim innym… jestem tylko belką na Twoich ramionach.

Ale w tej swojej rozpaczy, w którą niemal zapadam się coraz bardziej słyszę Twój głos: Dziecko moje wystarczy Ci mojej łaski, a moc w słabości się doskonali

Pierwszy upadek Jezusa

Zmęczenie Jezusa, brak sił, ciężar krzyża, samotność coraz bardziej osłabiają.

Utrata sił jest tak wielka, że upadasz Chryste. Panie to nasza niemoc, lenistwo, niedbałość w pełnieniu obowiązków.

Brak czasu na spotkanie się z Tobą, obojętność sprawiły że to wszystko powaliło Cię na ziemię. To nie Twoja wina, ale nasza Chryste.

Życie nasze jest ciężkie. Odejście bliskiej osoby, nałogi, opieka nad starszymi, finansowe wsparcie naszych dzieci, dokładanie sobie obowiązków.

Wszystko sprawia że upadamy, nie mamy sił. Ty Jezu wiesz, co to upadek. Wiesz też, co to wstać i ruszać od nowa. Z Tobą Panie możemy powstawać. Stawać się silniejszymi. Dodawaj nam sił, abyśmy umieli iść Twoją drogą miłości ku wolności w Tobie.

Spotkanie z Matką

Jest osoba, która idzie razem z Jezusem i dźwiga ciężar cierpienia, o którym lata wcześniej mówił jej w świątyni bogobojny starzec. Przepycha się przez tłum, jej stopy w pyle i trudzie torują sobie drogę, żeby być bliżej Tego, któremu oddała wszystko. Widzi, że On upada i ciężko, powoli podnosi się i spogląda na tłum, jakby kogoś szukał. Maryja wyrywa się z tłoku gapiów i podbiega do Syna. Jedną ręką przytrzymuje belkę krzyża, jakby chciała odjąć z jej ciężaru, druga ręką bezwiednie dotyka leciutko poranionego policzka Jezusa. Nie pada żadne słowo. Wśród chaosu rozkrzyczanego tłumu tych Dwoje stoi wobec siebie, twarzą w twarz, w  głębokim milczeniu. Syn patrzy na Matkę, Matka patrzy na Syna. W tym wzroku jest wszystko. „Idź”, „Wytrwaj” – szepcze bezgłośnie serce Maryi, „Ty też” – zdaje się odpowiadać Jezus. I jeszcze: „Bądź ze Mną”.

Jezus w tamtym momencie potrzebuje duchowej pomocy, wsparcia Matki. W tamtej wymianie spojrzeń bierze też jej wiarę. To spotkanie i wytrwałe towarzyszenie to przedłużenie Maryjnego TAK powiedzianego Bogu przy Zwiastowaniu, to zaufanie zbawczemu planowi ocalenia każdego z nas. I Syna i Matkę rozdziera ból, ale ta katorga ma głęboki sens.

Jezus, pchnięty przez żołdaka, odwrócił wzrok. Ruszył dalej.

Kiedy Jego oczy szukały twarzy Matki, spoczęły również na twojej twarzy. Co zobaczył na niej Jezus? Obojętność, zajęcie się swoimi sprawami? Może zażenowanie, że tu jesteś? Brak wiary, że Jego męka i zmartwychwstanie to miłość i życie? 

Czego Jezus nie znalazł w Twojej twarzy? Spójrz na Niego. Chociaż przez chwilę. Nie musisz nic mówić. On wie, że tu jesteś i patrzy teraz na Ciebie. Daj się przemienić Temu Obliczu.

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Pomoc z przymusu. Pismo Święte podaje nam, że Szymon został zmuszony do dźwigania krzyża wraz z Chrystusem. Widział pewnie w Tobie, Jezu kolejnego przestępcę prowadzonego na śmierć i nie chciał mieć z Tobą nic wspólnego. Zapewne chciał po prostu spokojnie przejść obok tłumu ludzi, zająć się swoimi sprawami i w ogóle nie przejmować się kolejną drogą krzyżową na ulicach Jerozolimy. Przymuszony, na pewno niezadowolony z takiej sytuacji, Szymon bierze krzyż i idzie obok Chrystusa.

Szymon Cyrenejczyk zupełnie nieświadomie, a na początku nawet i niechętnie – przyczynił się do pomocy Chrystusowi w dziele zbawienia. Nie domyślał się, że czuje, dotyka i idzie krok w krok z samym Bogiem. W tym właśnie momencie jego życia, sam Bóg potrzebował jego wsparcia. No właśnie… a może i my swoją pomocą – którą czasami oferujemy niechętnie, z przymusu, bo tak wypada, bo niegrzecznie odmówić… też przyczyniamy się do swojego albo czyjegoś zbawienia i to pewnie w dwojakim znaczeniu. Tak zupełnie po ziemsku, bo kogoś swoją pomocą mocno odciążamy albo nawet robimy coś w 100% za niego, co bywa dla kogoś potocznie mówiąc „zbawienne”; ale także i w tym Bożym sensie przyczyniamy się dobrymi uczynkami do zbawienia bo w końcu jak mówi Słowo Boże: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Życie jest łatwiejsze kiedy pojawiają się w nim Szymonowie z Cyreny. Osoby, które pomagają nam zmagać się z różnymi trudnościami są nieocenione. Doskonale wiemy, że każdy ciężar łatwiej pokonuje się kiedy ma się obok kogoś, kto chce nas wesprzeć. 

Panie Jezu, dziękujemy Ci, że postawiłeś na naszej drodze ludzi, którzy są gotowi pomóc nam, gdy ciężar życia już zbyt mocno nas przytłacza. Prosimy Cię, naucz nas bycia dla innych Szymonem Cyrenejczykiem. Naucz nas pomocy bezinteresownej. Daj świadomość, że podobnie jak Ty potrzebowałeś kiedyś pomocy Szymona w niesieniu krzyża, tak i teraz potrzebujesz posłużyć się nami by pomóc komuś w zmaganiach. 

Święta Weronika ociera twarz Jezusowi

Jesteśmy świadkami bardzo intymnego spotkania, które rozgrywa się na oczach tłumu. Dotykanie twarzy: zranionej, obolałej. To w tę twarz wpatrywała się Maria w Betanii. Maria, która obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona. 

Panie Jezu,  Ty sam przez dotyk leczyłeś, uzdrawiałeś i często dokonywało się to na osobności, w kontakcie jeden na jeden. Jezu, Ty wiesz, jak to jest, kiedy potrzebujemy czyjejś obecności, empatii i pojawia się osoba, która nas widzi, widzi nas w naszym bólu i chce cała być przy nas. 

Są takie dni, kiedy ból związany z różnymi doświadczeniami jest tak silny, że nie umiemy sobie już sami z nim poradzić. Wtedy nie trzeba wiele - najlepszą cząstką jest życzliwa obecność. Bycie obok kogoś bliskiego, zauważenie bólu, który może się nie zmniejszy, ale jest już dzielony.

Jezu, chcę być tak przy Tobie, tak blisko, żeby móc delikatnie dotknąć Twojej twarzy. Ulżyć Ci przez moją obecność…

Jezus upada po raz drugi

Jezu już od kilku chwil idziesz i niesiesz ciężar naszych win na swoich barkach. Wiesz dokąd zmierzasz i wiesz, że wszystko musi się wypełnić.

Przed Tobą jeszcze długa droga. Po ludzku nie wytrzymujesz. Drugi raz upadasz. Wszyscy dookoła szydzą z ciebie. Ty wiesz, jak cenny jest cel, ale po ludzku nie masz już  sił. Ciężar który niesiesz jest zbyt duży. Możesz odpuścić, już się nie podnieść, zostawić wszystko i wszystkich, jednak zamiast się załamać i poddać Ty wstajesz i idziesz dalej. Tak wielka jest twoja miłość do nas. Tak bardzo nas kochasz. 

Wielu z nas doświadcza trudności w życiu. Dla wielu trud życia jest nie do zniesienia. Widzimy ile już zrobiliśmy ale przeraża nas ile jeszcze przed nami. Nie możemy i nie chcemy  się poddawać. Nie ważne jakich trudności doświadczamy- Jezus jest z nami. Uczmy się od niego , nieśmy swój krzyż razem z Nim i pamiętajmy o naszym ostatecznym celu - życiu wiecznym, razem z Nim, na zawsze.

Jezus pociesza płaczące niewiasty

Na drodze na Golgotę, wśród krzyków tłumu i pod ciężarem krzyża, Jezus zatrzymuje się przy kobietach, które płaczą nad Jego losem. Mówi do nich:

„Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi”.  

Widzimy tutaj nie tylko cierpienie, ale też dobroć Jezusa. Choć sam bardzo cierpi, jest zmęczony i poraniony, myśli o innych. Nie skupia się na sobie, ale na tych, którzy stoją obok. My również w codziennym życiu skupmy się na drugim człowieku. Na życzliwości do bliskich, na wysłuchaniu i poświęceniu im swojego czasu. Dajmy im swoją obecność, wspólną modlitwę.

Jezus nie mówi, żeby przestały płakać. Pokazuje jednak, że same łzy to za mało. Najważniejsze jest to, żeby zmienić swoje serce. Zachęca je do zastanowienia się nad własnym życiem i do powrotu do Boga.

Ta scena uczy nas, że nie wystarczy tylko wzruszyć się losem Jezusa. On chce, abyśmy naprawdę starali się żyć lepiej – bliżej Boga i bliżej drugiego człowieka.

Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

Jezus po raz trzeci upada pod ciężarem krzyża. Jest skrajnie wyczerpany. Każdy krok sprawia Mu ból. Siły prawie całkiem Go opuszczają. A jednak podnosi się i idzie dalej.

Ten trzeci upadek pokazuje, jak bardzo Jezus stał się bliski każdemu z nas. On wie, co to znaczy nie mieć już siły. Wie, co to znaczy upaść kolejny raz – może po tym, jak obiecywaliśmy sobie, że to już ostatni.

Ile razy ja upadam? Ile razy wracam do tych samych błędów, grzechów, słabości? Czasem pojawia się zniechęcenie i myśl: „To nie ma sensu. Już się nie zmienię”. A jednak Jezus pokazuje, że każdy upadek nie musi być końcem. Można wstać.

On nie zostaje w prochu drogi. Z miłości do mnie podnosi się jeszcze raz. Nie dlatego, że ma siłę – ale dlatego, że ma miłość.

Ta stacja uczy mnie wytrwałości. Uczy, że Bóg nie przekreśla mnie z powodu moich upadków. Ważne jest nie to, że upadłem, ale czy chcę wstać.

Pan Jezus z szat obnażony 

Żołnierze zdejmują z Jezusa szaty. Jego poranione ciało mocno krwawi i z każdym kawałkiem materiału spływają nowe stróżki krwi z otwierających się ran. 

„Nie miał On wdzięku ani blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu by się nam podobać; wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści oswojony z cierpieniem”. 

Jezus wchodzi w śmierć, nie mając na sobie nic prócz opaski na biodrach. O Twoje szaty Panie rzucono losy, ale Ty pełen miłości do ludzi i posłuszny Ojcu, pełnisz Jego wolę i nie próbujesz nawet się sprzeciwiać. 

Ta scena jest wezwaniem do stanięcia w prawdzie przed Bogiem, odrzucenia brudu grzechu. Jest prośbą o czystość serca i ciała. Obnażony z szat przypominasz mi jak ważne jest, by stanąć przed Tobą takim, jakim jestem naprawdę. Ty mnie kochasz. Znasz mnie, znasz moje myśli i nic nie mogę przed Tobą ukryć.  Mogę stanąć przed Tobą, bo Ty mnie odkupiłeś, a moje imię masz wyryte na swej dłoni.

Jezu zhańbiony, ogołocony i wyszydzany - proszę Cię o odwagę do wyznania prawdy o sobie, zwłaszcza w Sakramencie Pokuty. Ucz moje serce bym nie szukał luksusu, lecz Twojej miłości. 

Jezus Przybity do krzyża

Ręce przybite do krzyża, nieodwołalnie - unieruchomione.
Odgłos wbijanych w drewno gwoździ…
Odwrotu już nie będzie…
Bóg-człowiek zostaje ukrzyżowany

Ręce Jezusa przybite do krzyża… te same, którymi podniósł teściową Piotra ująwszy ją za rękę…(Mk 1,31), uzdrowił trędowatego gdy zdjęty litością wyciągnął rękę, dotknął go i powiedział mu: (..) stań się czysty (Mk 1.41).

Te same ręce dotknęły córkę przełożonego synagogi, Jaira: (...) wziął dziecko za rękę i powiedział do niej talitha kum- to znaczy dziewczynko nakazuję ci wstań (Mk 5.41)

Gdy nakarmił tłum: (...) on wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, pobłogosławił i połamał chleby i dawał swoim uczniom, aby podali tamtym (Mk 6.41)

Ręce Jezusa przybite do krzyża…
Już nie ma znaku uzdrowienia… wskrzeszenia... rozmnożenia chleba i ryb... 
Jedynym znakiem – tym największym jest miłość: nieodwołalna - ukrzyżowana. 

Ta sama miłość – już po zmartwychwstaniu spotka Tomasza, gdy Jezus przyjdzie specjalnie do niego pozwoli zobaczyć rany po gwoździach i poprosi Tomasza o wiarę.

Jedynie uwierzyć miłości Boga do mnie – większego znaku nie będzie.
Uwierzyć i przyjąć jego miłość do mnie, rozpoznać ręce Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, uwierzyć i zaufać jego miłości…

Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się na dwoje. Ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać.

Ostatnie słowo.

Ostatni oddech.

Ostatnie bicie serca.

Wykonało się. 

Zapłatą za grzech jest śmierć - i Ty Jezu oddałeś swoje życie, by spłacić mój dług. 

"Jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda." Zdroje miłosierdzia. 

O Jezu! Pomóż mi, bym nigdy nie zatrzymał się na moim grzechu, rozpaczy, beznadziei, ale zawsze biegł pod Twój krzyż, do Twoich ramion - na zawsze już otwartych, by zanurzyć się w zdroju miłosierdzia. 

Za wielką bowiem cenę mnie odkupiłeś.  

Pan Jezus zdjęty z krzyża

Maryja z martwym, bezwładnym ciałem Jezusa na swoich kolanach, obejmująca z żywą wiarą i czułością martwe dziecko.

Matka, która się nie załamuje, nie rezygnuje nawet wtedy gdy widzi śmierć własnego dziecka.

Na jej kolanach jest jeszcze dużo miejsca, jest miejsce także dla każdego z nas. Maryja chce nas przytulić i objąć tak, jak obejmuje Jezusa.

Razem z Jezusem Maryja chce wziąć w ramiona całe moje życie, to co umiera w nim przez moje zniechęcenie i rezygnację. Chce przyłożyć moje rany do ran Jezusa aby zmartwychwstała we mnie radość życia, aby uzdrowić we mnie wszystko to, co odbiera mi pokój i nadzieję, aby uwolnić mnie od zniechęcenia i rezygnacji i nauczyć wiary mocniejszej od śmierci.

Złożenie Pana Jezusa do grobu

Grób Jezusa został zasłonięty dużym kamieniem. Był opieczętowany rzymską pieczęcią i postawiono przy nim straż. Współcześnie wielu wyznawców Chrystusa spotyka się z różnego rodzaju “skałami”, czyli przeciwnościami, które świat nakłada na nich z powodu wiary w Boga. Z kolei współczesne “pieczęcie” to nic innego jak przepisy prawa przyjmowane w różnych państwach wyraźnie sprzeczne z naturą chrześcijaństwa. Ile też współczesnej „straży” jest wykorzystywanych przeciwko chrześcijanom w różnych częściach świata, gdzie zgodnie z prawem np. policja ma prawo aresztować kogoś z uwagi przyznanie się do Chrystusa. 

Fragment popularnej wielkanocnej pieśni wspomina, iż „na nic straż, pieczęć i skała, nad grobem Pana się zdała”. Pozwala nam to wierzyć, że nie ma na świecie takiej siły i zapory, która byłaby w stanie powstrzymać cud Zmartwychwstania Pańskiego i ogrom łask i nadziei jakie płyną nadal z tego wydarzenia. Chrystus niszczy skały, łamie wszelkie pieczęcie, pokonuje każdą straż.

Grób Jezusa uczy nas, że pokonując współczesne skały, pieczęcie i straże, będziemy  musieli umrzeć dla „tego świata”, zerwać z nawykami i pogrzebać wszystkie nasze słabości i grzechy. W Liście do Rzymian czytamy przecież: “Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.". Ostatnia stacja Drogi Krzyżowej to grób. Ale to nie koniec. To dla nas miejsce nadziei, wrota do nowego życia w wieczności. Prowadzi do nich droga pełna naszych upadków, spotkań z ludźmi; droga podczas której ktoś nas zdradzi albo nad nami zapłacze; droga, na której będziemy potrzebowali pomocy innych; droga na której mogą nas zawstydzić a w końcu w jakiś sposób przybiją do krzyża i pogrzebią. Pan Jezus musiał przejść przez krzyż i grób by zmartwychwstać. Także i człowiek bez krzyża i grobu nie osiągnie Nieba, bo właśnie przez krzyż i grób może narodzić się na nowo. 

Z Ewangelii wg. św Jana: “(...) powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego”.